Nr 27 (1083) 3 lipca 2009

FELIETON

 
Kulisy Jedwabnego
Wersja do druku Marek Jan Chodakiewicz


Każda książka ma swoją historię. I tak było z moją mikrografią „The Massacre in Jedwabne, July 10, 1941: Before, During, and After” (New York and Boulder, CO: Columbia University Press and East European Monographs, 2005), naturalnie przemilczaną w Polsce. Najpierw w połowie lat osiemdziesiątych wyczytałem o Jedwabnem u Reubena Ainszteina w pracy „Jewish Resistance in Nazi Occupied Eastern Europe” (New York: Barnes and Noble, 1974). Potem w księdze pamięci tego miasteczka czyli „Sefer Jedwabne: Historiya ve-zikaron”, red. Julius L. Baker i Jacob L. Baker (Jerusalem i New York: „The Yedwabner Societies in Israel and the United States of America”, 1980). Oba źródła antycypowały „Sąsiadów”. Po prostu ich autorzy twierdzili to samo, czym wiele lat potem zaszokował polską opinię Jan Tomasz Gross.

Na początku lat dziewięćdziesiątych śp. mecenas Leon Mirecki opowiadał mi o swoim rekonesansie w łomżyńskie i białostockie latem 1941 r., a w tym o rzezi Żydów. Zresztą opisał to na żywo w konspiracyjnej „Walce”. Rozmawiałem też z kombatantami, relacjonowano mi o wyrokach na sowieckich kolaborantach i na enkawudzistach po uderzeniu Hitlera na Stalina. Potem kolega dał mi kopię długachnego listu jednego z mieszkańców Jedwabnego do „Żydowskiego Instytutu Historii” o mordzie na Żydach. W każdym razie nie zgłębiałem historii Jedwabnego szczegółowo, a raczej uzyskane niejako przy okazji pewne informacje o jego dziejach w czasie II wojny światowej szeregowałem razem z wieściami z innych okolic. Porównywałem i przeciwstawiałem je sobie, co jest jednym z podejść metodologicznych warsztatu historyka.
O Jedwabnem i okolicach pierwszy raz publikowałem w „Żydzi i Polacy, 1918–1955: Współistnienie, zagłada, komunizm” (Warszawa: Fronda, 2001), str. 247–48. Skończyłem tę syntezę pod koniec 1998 r. i oddałem redakcji. Ostateczne poprawki naniosłem w lipcu 1999 r., odesłałem do druku. Przed „Sąsiadami”.

Opracowując wypadki lata 1941 r., doszedłem do wniosku, że w kontekście niemieckiej inwazji na Sowiety nazistowski okupant inspirował przemoc, a w tym i mordy, na ludności żydowskiej. Głównymi sprawcami eksterminacji byli Niemcy. Ale uczestniczyła w tym również ludność miejscowa, Polacy w najmniejszym stopniu. Wspólnie bowiem z niemieckim agresorem jak i niezależnie od niego objawiły się ze strony niektórych polskich chrześcijan antykomunizm, antyżydowskość i antybandytyzm. Zjawiska te występowały zarówno osobno, jak i łącznie, zwykle spontanicznie. Wynikało z nich prześladowanie, a nawet zabijanie wszystkich uznanych – słusznie czy niesłusznie – za sowieckich kolaborantów, w tym osób pochodzenia żydowskiego. Jako pierwszy znalazłem i zacytowałem rozmaite dokumenty, a w tym raporty Delegatury Rządu z lipca i sierpnia 1941 roku. W jednym z nich czytamy: „W szeregu miast (Brześć n/Bugiem, Łomża, Białystok, Grodno) dokonała pogromów, czy nawet rzezi Żydów, ludność miejscowa, polska, niestety, wespół z żołnierzami niemieckimi”. Pisałem też, że „w relacjach żydowskich można odnaleźć wzmianki o atakach, rabunkach i poniżaniu Żydów, a nawet wyszukiwaniu i pilnowaniu ludności żydowskiej dla SS w Jedwabnem, Grajewie, Wiznie, Radziłowie, Goniądzu, Kolnie i innych miejscowościach”.
Podkreślmy: opinie takie sformułowałem na podstawie kilkudziesięciu relacji, dokumentów, monografii i artykułów (a w tym ważnego sprawozdania ze śledztwa dziennikarskiego Danuty i Adama Wroniszewskich, którzy jako pierwsi ujawnili sprawę Jedwabnego w Polsce w 1988 r.). Ogólnie na dwóch stronach „Żydów i Polaków”, w przypisach, wymieniłem więcej źródeł niż jest ich w całych „Sąsiadach”. W swojej mikrohistrii Jedwabnego dokopałem się tysięcy dokumentów i źródeł w kilkunastu archiwach, zbiorach i bibliotekach.
Chciałbym przytoczyć dwie relacje, które były dostępne w archiwach. Przypomnijmy jeszcze o głoszonym przez J.T. Grossa postulacie „afirmacji źródeł”, czyli przyjmowaniu opowieści świadków żydowskich bez konieczności weryfikacji. Ja ten postulat odrzucam.

Według autora pierwszego wspomnienia, który uprzednio mieszkał w Jedwabnem, do Sokołów „przybyli uciekinierzy z Jedwabnego i Radziłowa, którym przypadkowo udało się ocalić od śmierci i którzy widzieli wszystko na własne oczy i odczuli te piekło na własnej skórze. Przy pomocy miejscowych rolników Niemcy spędzili Żydów z tych miejscowości, na czele z przywódcami społeczności i rabinami, na rynek. Najpierw bili ich strasznie i kazali owinąć się w szale liturgiczne (tallitot), kazali skakać i tańczyć w takt śpiewu. To wszystko działo się pod gradem ciosów pałek i biczów gumowych. W końcu wepchnęli wszystkich Żydów, bijąc i kopiąc ich, do stodoły, którą podpalili. Taki był koniec Jedwabnego i Radziłowa”. Relacja ta została opublikowana ostatnio osobno jako: Michael Maik, „Deliverance: The Diary of Michael Maik. A True Story” (Kedumim, Israel: Keterpress Enterprises, 2004), str. 38, 39.

Oto relacja druga, której autor uprzednio mieszkał w Jedwabnem, a potem w Dereczynie: „później, jacyś Żydzi z Jedwabnego powiedzieli nam, że gdy Niemcy tylko weszli do miasta to zapędzili wszystkich Żydów do stodoły i ją podpalili. Ktokolwiek usiłował uciec z niej został zastrzelony ogniem broni maszynowej”. Relacja ta jest obecnie dostępna drukiem jako Harold Zissman, „The Warriors: My Life As a Jewish Soviet Partisan” (Syracuse, New York: Syracuse University Press, 2005), str. 42. I co zrobić z takimi świadkami? Przyjmować bez weryfikacji? Jeśli tak to wynika z tego, że odpowiedzialni za mord są Niemcy, a bliżej nieokreśleni „rolnicy” tylko pomagali.
Co do metodologii J.T. Grossa, chyba najcelniej ujął to jeden z czołowych badaczy Holocaustu średniego pokolenia prof. Christopher R. Browning: „Badając wielką liczbę relacji tych, którzy przeżyli, wiemy, że istnieją pewne tendencje i powtarzające się wzorce. Myślę, że niezweryfikowaną relację tego, kto przeżył, zawsze trzeba widzieć właśnie w takim świetle, w celu możliwej jej korekty. Na przykład Gross twierdzi, że „Żydzi nie mieli zupełnie powodu ku temu, aby przypisywać Polakom zbrodnie, które w rzeczywistości popełnili Niemcy”. To wydaje się pozornie logiczne, ale z mojego doświadczenia wynika, że jest to empirycznie fałszywe. Jest odwrotnie. Ci, którzy przeżyli, mają tendencję do zapamiętania – z większą ostrością, ze szczegółami i gniewem – miażdrzących i niepotrzebnych aktów zdrady popełnionych przez sąsiadów niż systematycznych czynów anonimowych Niemców. Jeżeli dostrzeżemy tę tendencję i połączymy ją z jednoznacznie udokumentowanym faktem, że była to bezpośrednio wyrażona polityka niemiecka w tym czasie, aby prowokować pogromy bez pozostawienia śladu niemieckiego udziału, wtedy dowody, które opracował Gross, prawdopodobnie dadzą nam wysnuć mniej absolutystyczny, a bardziej ostrożny wniosek dotyczący relatywnie minimalnej roli Niemców w Jedwabnem, co według niego miało miejsce. Podczas gdy Gross w zeznaniach zarówno świadków jak i sprawców znalazł do dużego stopnia potwierdzenie relacji tych, którzy przeżyli, a którzy twierdzili, że decydująca była polska rola w przeprowadzeniu masakry Żydów z Jedwabnego, podejrzewam, że rola niemiecka nie ograniczała się tak po prostu do udzielenia pozwolenia na masakrę, ale raczej wyrażała się aktywnym podrzeganiem, kierownictwem oraz udziałem w mordzie. Zob. Christopher R. Browning, „Collected Memories: Holocaust History and Postwar Testimonies” (Madison: University of Wisconsin Press, 2003), str. 42, 43.

Warto tę opinię przytoczyć, bowiem w Polsce właściwie nikt nie dostrzegł zachodnich głosów dezaprobujących „Sąsiadów”. To powinno ośmielić rodaków do krytycznego myślenia na ten i inne tematy.


Napisz do autora