Tygodnik Solidarność nr 7 (960) 16 lutego 2007

 
Wydrukuj artykuł
Wydrukuj
ZWIĄZEK

Stasi przeciw Solidarności
Niemiecki ślad Łukasz Perzyna
Wschodnioniemieckie służby specjalne prowadziły w Polsce działania, z których część - zwłaszcza gdy dotyczyła struktur PZPR, wojska i aparatu przemocy - pozostawała tajemnicą nawet dla służb bezpieczeństwa PRL. Zgodnie za to zwalczano Solidarność.


"Czerwone Prusy" darzyły sąsiada zza Odry i Nysy szczególnym zainteresowaniem. Chociaż formalnie PRL i NRD były państwami sojuszniczymi, już od 1978 r. - gdy papieżem wybrany został Polak - polskie terytorium uznane zostało za teren operacyjny wschodnioniemieckiego wywiadu. Wcześniej kwalifikowano w ten sposób wyłącznie kraje kapitalistyczne. Po 1980 r. zamknięto granicę, którą w latach 70. można było przekroczyć za okazaniem dowodu osobistego. "Cały ogromny aparat Ministerstwa [Spraw Wewnętrznych] został zmobilizowany, by dowiedzieć się, czy Niemcy mogą złapać " - charakteryzuje barwnie Timothy Garton Ash. Służby NRD ruszyły do Polski ze zdwojoną energią.

Sprawa życia i śmierci
Sprzyjały rozwiązaniu siłowemu i liczyły na stanowcze reakcje radzieckie. Stawiały na beton partyjny, głoszący potrzebę szybkiej rozprawy z Solidarnością. - Temu priorytetowi podporządkowane były działania Stasi - nie ma wątpliwości historyk Wojciech Roszkowski. - Tadeusz Grabski czy Stefan Olszowski byli dobrze notowani w NRD, wiązano z nimi nadzieje, gdyby doszło do przejęcia władzy przez "twardogłowych" - podkreśla prof. Roszkowski.
20 listopada 1980 r. Erich Honecker mówi członkowi biura politycznego Stefanowi Olszowskiemu, że rozlew krwi w Polsce to ostateczność, którą trzeba będzie jednak zastosować, gdyby przebieg wydarzeń przypominał rok 1953 w NRD, 1956 na Węgrzech oraz 1968 w Czechosłowacji. Rozmówca nie protestuje. W tym samym czasie funkcjonariusz Stasi zapisuje podobną rozmowę ze Stanisławem Cioskiem, sekretarzem z Jeleniej Góry.
Ale to nie PZPR była głównym celem wywiadu, uchodzącego za najlepszy w krajach bloku socjalistycznego. Przedmiotem inwigilacji było najbliższe otoczenie przewodniczącego Solidarności Lecha Wałęsy a także założyciela przedsierpniowej opozycji Bogdana Borusewicza. Chociaż obecny marszałek senatu uchodził za wytrawnego konspiratora, funkcjonujący w jego otoczeniu agent NRD na tyle zyskał jego zaufanie, że był nawet zapraszany na rodzinne uroczystości. Mieszka w Trójmieście do dzisiaj.
W latach 80. służby bloku wschodniego dysponowały już wymyślonym przez samego Jurija Andropowa (szef KGB został później sekretarzem generalnym KPZR) Systemem Jednolitej Informacji i Ewidencji o przeciwniku, który uwzględniał aż... 15 kategorii, ale nie przeszkadzało im to szpiegować się nawzajem. Kapitan Andrzej Czechowicz, który rozpracował wcześniej Wolną Europę był potem rezydentem wywiadu PRL w NRD-owskim Rostocku. Jednak działania Stasi w Polsce wykraczały poza normę "zawodów przyjaźni", jak nazywają rywalizację weterani wywiadu.
"Stasi (...) ogarnięte było obsesją Solidarności" - ocenia brytyjski eseista Timothy Garton Ash w książce "Teczka". "Gdy ja gościłem wśród strajkujących w Stoczni Gdańskiej, towarzysz generał Markus Wolf gościł w Warszawie i pełen obaw rozmawiał z kolegami ze służb polskich (...). Na początku października [1980] Erich Mielke powiedział wyższym funkcjonariuszom w Ministerstwie Bezpieczeństwa Państwa, że to, co dzieje się w Polsce jest sprawą życia i śmierci dla NRD".
W ocenie Asha, enerdowska bezpieka miała grupy operacyjne we wszystkich większych miastach polskich oraz specjalną grupę roboczą w Berlinie, zajmującą się sprawami PRL.

Dyplomaci i ciekawscy studenci
Założycielka Instytutu Gaucka Hanna Labrenz-Weiss mówi nawet o 500 agentach, którymi służby NRD dysponować miały w Polsce. Werbowano ich m.in. wśród Polaków pracujących na wschodnioniemieckich budowach i stypendystów, powiązanych najczęściej z socjalistycznymi organizacjami młodzieżowymi, co wcale nie chroniło ich przed presją Stasi. Służby NRD były potęgą w skali bloku: w 1988 w ojczyźnie miały 170 tysięcy "nieoficjalnych współpracowników", z czego 110 tysięcy to informatorzy, reszta wynajmowała mieszkania na tajne spotkania lub oddawała inne usługi. Ich MSW liczyło w 1988 r. 90 tysięcy pracowników na pełnych etatach, podczas gdy gestapo w 1941 na całym terytorium "wielkich Niemiec" - 15 tys.
- Sumarycznie ocenić agentury Stasi w Polsce nie potrafię. Nie ulega jednak wątpliwości, że w archiwach Stasi znajduje się wiele materiałów, obrazujących kuchnię polityczną czy podszewkę sytuacji w Polsce, także dotyczących współpracy z tajnymi służbami różnych osób publicznych, nawet jeśli podobne dokumenty zostały zniszczone w Polsce - ocenia prof. Wojciech Roszkowski. W ocenie historyka - można do tych materiałów dotrzeć, choć wymaga to żmudnej kwerendy, ponieważ dawni informatorzy Stasi raczej nie zostali później przejęci przez służby specjalne demokratycznego państwa niemieckiego, choć pewności co do tego mieć nie można.
Nie odczuwaliśmy wtedy infiltracji służb innych niż SB - wspomina Janusz Łaznowski z "S".
- Chociaż region dolnośląski był regionem frontowym, to naprawdę mało ludzi współpracowało w nim ze służbami, w stosunku do ogromnej aktywności opozycyjnej. IPN również to podkreśla. Jeśli chodzi o problem infiltracji przez służby NRD, to później wszyscy nasi działacze złożyli papiery do Instytutu Gaucka. Mogę być dumny z regionu, że niczyjej współpracy nie potwierdzono - podkreśla przewodniczący Regionu Dolny Śląsk. - Jakoś potrafiliśmy się obronić. Agenci byli, ale nie w naszych środowiskach opozycyjnych.
Presja to za dużo powiedziane, kojarzę jednak przynajmniej dwa zdarzenia - opowiada Piotr Niemczyk, założyciel antykomunistycznego Ruchu Wolność i Pokój, a w wolnej Polsce w latach 1993-94 zastępca dyrektora wywiadu UOP:
- Pamiętam, że dyplomata z NRD bardzo chciał czegoś od moich kolegów, ale oni opowiadali o tym w konwencji anegdoty. Znam podobny przypadek zainteresowania ze strony dyplomaty czechosłowackiego. Wiem, że kontaktów szukali jacyś studenci z NRD, zdecydowanie zbyt ciekawi - wspomina Niemczyk. Nie ma wątpliwości, że Stasi najbardziej była zainteresowana kontaktami WiP z opozycjonistami niemieckimi, np. z ruchów pokojowych: - To ich najbardziej denerwowało. Środowiska polskiej opozycji były przez służby NRD penetrowane pod kątem zagrożenia eksportem polskiej rewolucji.
Obawy Stasi okazały się słuszne. Mur berliński runął w niecałe pół roku po wyborach czerwcowych w Polsce.

Wspierali beton partyjny

Rozmowa z historykiem ANTONIM DUDKIEM

- Czy możemy spodziewać się rewelacji, dotyczących działań Stasi przeciwko Solidarności?
- Wiele informacji już znamy, zostały zawarte w publikacji dotyczącej archiwów Stasi odnoszących się do Polski, zredagowanej przez Kochanowskiego i Borodzieja. Także wydawnictwo Instytutu Pamięci Narodowej "Przed i po 13 grudnia" zawiera liczne informacje, pochodzące z archiwów Stasi. Czy są to sensacje... Znamy wiele osób z ówczesnego aparatu władzy PRL, które udzielały wschodnioniemieckim służbom informacji. Pojawia się pytanie, na ile czyniły to, wiedząc, że mają do czynienia ze Stasi, a na ile sądziły, że pytania zadają im na przykład NRD-owscy dyplomaci... Znane są wypowiedzi m.in. Stanisława Cioska...

- ...później jednego z architektów "okrągłego stołu"...
- Znamy też kontakty Stasi z Michałem Atłasem, kierownikiem wydziału administracyjnego Komitetu Centralnego PZPR w tamtym czasie. Atłas zaliczał się do betonu partyjnego. Jasno mówił swoim interlokutorom ze służb NRD, że w istniejącej sytuacji tylko interwencja wojsk Układu Warszawskiego może zdławić kontrrewolucję w Polsce, ponieważ partia jest za słaba, żeby uczynić to własnymi siłami. Wszystkiego jednak wciąż jeszcze nie wiemy. Instytut Pamięci Narodowej myśli o wysłaniu swojego przedstawiciela do Berlina, żeby przeprowadził tam regularną kwerendę. Chociaż wymiana materiałów - na zasadzie barterowej - trwa już od dawna. Obecny wicedyrektor pionu archiwalnego IPN Wojciech Sawicki przez rok pracował jako stypendysta w Instytucie Gaucka. Trzeba jednak pamiętać, że dokumentacja Grupy Operacyjnej Warszawa została zniszczona.

- Kiedy to nastąpiło?
- Zapewne w 1989 r., gdy w NRD przeprowadzono czyszczenie akt. Doszło do tego między listopadem 1989 - kiedy zaczęto rozbierać mur berliński - a styczniem 1990 r., gdy obywatele żywiołowo wtargnęli do siedzib Stasi na wiadomość, że akta są niszczone, co położyło kres temu procederowi.

- Z tego co mamy, na ile da się wywnioskować, czy właśnie Solidarność była priorytetowym celem wschodnioniemieckiej służby?
- Żebyśmy się dobrze rozumieli: nawet gdy przypominam kontakty Stasi z działaczami ówczesnej PZPR, to nie ulega dla mnie wątpliwości, że głównym tematem rozmów funkcjonariuszy z nimi wcale nie był wewnętrzny układ sił w PZPR, ale w dużo większym stopniu - ocena Solidarności i Kościoła. PZPR interesowała Stasi w dużo mniejszym stopniu. Wokół Solidarności wytwarzano agenturę, jeden z agentów, który w Trójmieście inwigilował Bogdana Borusewicza do dziś zresztą w Polsce mieszka.

- Jego nazwisko jest znane. Kiedy poznamy pozostałe?
- Teraz będzie z tym problem, czy strona niemiecka się zgodzi. Państwa postkomunistyczne mają wspólny problem z siatkami swoich agentów za granicą. Ich się generalnie chroni, a nie ujawnia. Służby specjalne nie godzą się na ujawnienie swoich zagranicznych współpracowników, polskie służby również. Niemcy nie godzą się na ujawnienie nazwisk.

- Chociaż ich lustracja wewnętrzna uchodzi za wzorową, zaś Instytut Gaucka za sprawnie funkcjonującą maszynerię?
- Nie idealizuję wcale Niemiec jako kraju, gdzie wszystko otwarto... Chociaż niewątpliwie zabrali się do lustracji wcześniej i posunęli w niej dalej niż Polacy...

- Na ile można powiedzieć, że działalność Stasi na terenie Polski pozostawała tajemnicą wobec SB, wobec władz PRL, nominalnie przecież sojusznika NRD?
- Nie ulega wątpliwości, że służby obu krajów współpracowały przy zwalczaniu Solidarności. Wspólnie Stasi i SB podjęły działania na rzecz wykrycia i zamknięcia kanału przerzutowego Solidarności Walczącej, prowadzącego przez terytorium NRD. Stasi w ogóle bardzo interesowała się radykałami. Zajmowała ją także sytuacja gospodarcza PRL, dane prawdziwe, a nie oficjalne i w tej dziedzinie już nie mogła liczyć na współpracę. A tym bardziej wówczas, gdy Stasi rozpoznawała sytuację i nastroje w aparacie partyjnym, w samej Służbie Bezpieczeństwa - już jak najbardziej na własną rękę i w konspiracji przed polskimi odpowiednikami - i w armii.

- To ostatnie miało spore znaczenie, skoro do Polski miała wejść dywizja enerdowska.
- Erich Honecker sugerował radzieckim władzom interwencję w Polsce w 1980 r., potem za to - gdy zorientował się, że wyraźnie się do niej nie palą - zmiękł. Już w maju 1981 r. na Krymie w rozmowie z Leonidem Breżniewem Honecker mówi zupełnie co innego: radzi raczej naciskać na towarzyszy polskich, żeby rozwiązali problem we własnym zakresie.

- ...i trafnie odgaduje ich nastroje. Jakie własne cele polityczne kierownictwa NRD Stasi realizowała w Polsce?
- Wydaje się wysoce prawdopodobne, że obok działań wspólnych przeciw Solidarności, Stasi prowadziła również takie, które ukrywała przed służbami specjalnymi PRL. To były działania obliczone na aparat władzy i bezpieczeństwa. Bez jego wiedzy i zgody. Honecker pozostawał najbardziej dogmatycznym spośród przywódców komunistycznych państw.

- Dlatego wspierał beton partyjny?
- Kłania się sprawa tygodnika "Rzeczywistość". Był on wspierany z NRD. Papieru dostarczano mu ze wschodnich Niemiec. Budowano w ten sposób "zdrowy nurt" w PZPR. Ten, który my wtedy nazywaliśmy betonem.