|
11 lat temu Stanisław Helski został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu za uderzenie kamieniem gen. W. Jaruzelskiego. Represjonowany w stanie wojennym, nie mógł dojść sprawiedliwości po 1989 roku. Jego desperacki czyn wywołał kontrowersje, a nawet potępienie. Otrzymywał paszkwile, wyroki śmierci na niego i członków rodziny, podpisywane "Klub Rewolucji Październikowej", "Zwolennicy gen. Jaruzelskiego".
Solidarność Chłopska
Stanisław Helski - rolnik z dziada pradziada z zamojskiej wsi - przeniósł się na Ziemie Odzyskane, gdzie w latach 70. kupił resztki PGR-u w Kobylej Głowie, niedaleko Ząbkowic Śląskich, 50 km od Wrocławia. Od lat nieuprawianą ziemię i zniszczone zabudowania doprowadził do użyteczności, i później - świetności. Zbierał ponad 50 kwintali pszenicy z hektara, hodował 200 sztuk bydła. - Te lata gospodarowania Helskiego to niesamowity chłopski trud - wspomina Jerzy Przystawa. - Jeden chłop, z żoną "z miasta", z parą starych rodziców, zmagać się musiał nie tylko z ziemią, z pogodą, ale z brakiem wszystkiego - od sznurka do snopowiązałki, najprostszych narzędzi, po nieosiągalne maszyny. Nie tylko z bezdusznością biurokratycznego aparatu, lecz także z kłamliwą ideologią i propagandą, która z każdego producenta rolnego robiła "badylarza, spekulanta i wyzyskiwacza, żerującego na ciężkiej pracy inteligenta i robotnika".
Gdy w sierpniu 1980 roku strajkują robotnicy na Wybrzeżu, gdy kraj budzi się z PRL-owskiego letargu, Helski nie pozostaje bezczynny. Zakłada Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Chłopów Województwa Wałbrzyskiego. Następnie włącza się do ogólnokrajowego ruchu rolników. Wraz z innymi liderami chłopskimi, których wieś polska wyłoniła, mimo dziesięcioleci komunistycznej pacyfikacji - Michałem Bartoszcze, Stanisławem Janiszem, Romanem Bartoszcze - organizuje ogólnopolski związek Solidarność Chłopska. Jest członkiem Krajowego Komitetu Koordynacyjnego Chłopskich Związków Zawodowych. Mimo masowości ruchu władze PRL opóźniają rejestrację związku. W lutym 1981 roku Helski organizuje ogólnopolski protest głodowy chłopów w świdnickim kościele p.w. św. Józefa.
Władze PRL ze zrozumiałych względów zwlekały z rejestracją chłopskich związków, a potem rozbijały je wszelkimi metodami. Zorganizowani rolnicy są zdecydowanie groźniejsi niż robotnicy, których można wyrzucić z pracy, wziąć głodem. Chłopi są na swoim, mogą się wyżywić i zarabiać na produkcji rolnej. Nie można więc dopuścić do konsolidacji ruchu chłopskiego, bo to oznacza uniezależnienie się rolników od władzy.
Przymusowy zasiew
Wprowadzenie stanu wojennego nie osłabiło aktywności Stanisława Helskiego. Przeciwnie. W Kobylej Głowie spotykają się niepogodzeni z dyktaturą junty partyjno-wojskowej. On sam jeździ po kraju, nawiązując porwane sieci organizacyjne. Nie uszło to uwadze władz. Postanowiły ukarać krnąbrnego opozycjonistę. Naczelnik gminy Ciepłowody nakazał na wiosnę 1982 roku, by Helski obsiał swe pola jęczmieniem. Było to tyleż absurdalne, co bezprawne. Nie w PRL, w stanie wojennym. W maju - co dla rolnika nie do pojęcia - wjechało na jego pole 14 traktorów z siewnikami. Ubezpieczała je milicja. Zbyt późno siany jęczmień nie mógł się udać, ale za "przymusowe zagospodarowanie" wystawiono słony rachunek.
Oczywiście Helski nie zamierzał płacić za to dobrodziejstwo władzy. Co więcej, zaorał niewydarzone zasiewy. Tego było za wiele. Milicjanci zwinęli niepokornego rolnika, prokurator oskarżył, sąd wsadził do więzienia na 6 lat, gdzie wybito mu zęby, zanim przyszła amnestia. Komornik zdążył pozbawić go maszyn i sprzętu rolnego - środków do pracy i utrzymania. Zaś jego syn - Robert - znalazł się za karę w szeregach Ludowego Wojska Polskiego. Nastąpiła normalizacja Kobylej Głowy.
Miłosierdzie junty
Ogłoszenie amnestii nie usatysfakcjonowało Helskiego ani nie rozwiązywało jego problemów. To przecież państwo było winne wprowadzeniu stanu wojennego i późniejszych represji, jakie dotknęły Helskiego, rujnując jego gospodarkę. Obywatel Helski domagał się uniewinnienia. Przecież to władza ludowa "zagospodarowała" jego pole - nie pytając go o zdanie, ale wystawiając rachunek - i jeszcze skazała go na więzienie. W takiej sytuacji należy się odszkodowanie.
Tymczasem długotrwała wędrówka po sądach wszystkich instancji kończy się nieodmiennie - Helski może być objęty amnestią, co wyklucza domaganie się odszkodowania. Na nic przydały się odwoływania do Sądu Najwyższego, NSA, na nic skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich, do sejmu. Helskiemu nie pozostało nic innego, jak tylko postawić gen. Jaruzelskiego przed sądem. PRL-owski wymiar sprawiedliwości potraktował takie żądanie z dużą wyrozumiałością i jeszcze większym lekceważeniem.
Księgarnia na placu PKWN
Gen. Jaruzelski, pierwszy prezydent III RP opisał swe dokonania w pamiątkowej księdze, którą promował we Wrocławiu, jesienią 1992 roku. W księgarni na pl. PKWN zebrało się sporo wielbicieli jego talentu literackiego. Generał łaskawie rozdawał autografy. Gdy przyszła kolej na Helskiego, ten zamiast książki do podpisu, wręczył Jaruzelskiemu wniosek o postawienie go przed Trybunałem Stanu. Pozostał bez echa.
11 października 1994 roku generał znów zawitał do Wrocławia. Na spotkaniu z tamtejszymi aktywistami SdRP zagrzewał ich do działania - mówcie głośno, nie dajcie się zastraszyć. Potem przewidziano promowanie nowej książki generała w księgarni na placu Legionów (dawniej PKWN). Helski dowiedział się o tym z radia. Właśnie zwiózł kamienie ze swojego pola. Wziął jeden z nich, owinął w gazetę i włożył do teczki. Szybko dojechał autobusem do Wrocławia. Nie miał książki do podpisu, ale wyciągnąwszy z teczki kamień, ugodził generała w głowę. Skonsternowani BOR-owcy rzucili się łapać generalskie okulary, zdołali też obezwładnić napastnika.
Terrorysta z Kobylej Głowy
Uwięziony, potem zamknięty w zakładzie psychiatrycznym, Helski doczekał się wreszcie procesu. Wyrok zastanawiająco niski, jak na zamach na generalską głowę państwa - bo tylko 2 lata w zawieszeniu. Tej wspaniałomyślnej tolerancji nie podzieliła post-PRL-owska inteligencja, piętnując postępowanie Helskiego. Oburzenia nie kryli również parlamentarzyści, wzywając do potępienia "terrorysty z Kobylej Głowy".
Społeczeństwo podzieliło się w ocenie czynu Helskiego. Kompromis okrągłostołowy nie wymazał przecież ogromu krzywd, poniżenia, cierpień. "Płynące z kraju i świata listy i telegramy dowodzą, że wielu ludziom ulżyło - pisał 1 stycznia 1995 roku Stanisław Helski w «Liście otwartym do przyjaciół w kraju i za granicą». - Są mi wdzięczni i dziękują za to, że zdjąłem z ich serc kamień. Pięknie i szczerze są wyrażone te uczucia, bo dyktują je gorące serca i szczery patriotyzm. Te listy sprawiły, że nie czuję się samotny".
Nieznani sprawcy
i dowód rzeczowy
W 1997 roku na szosie z Wrocławia do Kobylej Głowy, ciężarówka zepchnęła samochód Helskiego do rowu. Winowajca zbiegł, a poszkodowany jakoś wydostał się z wraku. Potem było wielomiesięczne leczenie, trepanacja czaszki i wieloletnie starania o odszkodowanie z PZU. Ubezpieczyciel dowodził, że to Helski musiał być winny spowodowania wypadku - przebywał przecież w zakładzie psychiatrycznym. A zresztą czy normalny człowiek zaatakowałby gen. Jaruzelskiego?
W starciu z państwem okupującym własne społeczeństwo, obywatele nie mają większych szans. Wymiar sprawiedliwości nie chroni ich praw. Pozostaje konformizm lub gesty bezsilności, manifestujące godność bezbronnego człowieka. Stanisław Helski dokonał takiego czynu. W ostatnich latach związał się z Ruchem na Rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Rozumiał, że tylko zmiana ordynacji usunie skamieliny nieludzkiego państwa, przyczyni się do powstania społeczeństwa obywatelskiego.
Helski nie zdążył wydębić odszkodowania. Zmarł 26 lipca 2004 roku po spóźnionej interwencji lekarskiej. A kamień - jako dowód rzeczowy - zatrzymała prokuratura. Gdzie teraz jest - nie wiadomo. Niewątpliwie należy się także wymiarowi sprawiedliwości i grubokreskowym ideologom. |