Beata Gajdziszewska: Jak górnicza "S" przyjęła "prezent barbórkowy" od premiera - wycofanie z Trybunału Konstytucyjnego ustawy o emeryturach górniczych?
Dominik Kolorz: To nie jest prezent. PiS oraz Lech Kaczyński deklarowali, że emerytury górnicze pozostaną w kształcie przyjętym przez Sejm. Ponadto okazało się, że koszty tej ustawy obliczone przez poprzedni rząd są fikcją. Zgodnie z naszymi wyliczeniami nie przekroczą przez 19 lat 24 mld zł, w zależności od liczby pracowników odchodzących na emeryturę. Przeciętnie górnik odprowadza 800 zł składki emerytalnej. Gdyby te pieniądze odprowadzał na konto oprocentowane na 4 proc., to wówczas odłożyłby ponad 430 tys. zł i przez 17 lat otrzymywałby emeryturę w wysokości ok. 2200 zł. Obecnie budżet dopłaca do emerytur 20 mld zł rocznie i o tym nikt nie wspomina.
B.G.: Wycofanie ustawy z TK oburzyło pracodawców, którzy twierdzą, że dokument łamie konstytucyjne zasady i zamierzają ustawę ponownie zaskarżyć do Trybunału...
D.K.: Sądzę, że TK w swej niezależności wskaże zgodność ustawy z konstytucją. Przy okazji zauważmy, że wielu pracodawców zrzeszonych w Związku Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" nie respektuje przepisów konstytucyjnych. Płacą pracownikom najniższe wynagrodzenia i popełniają oszustwa zatrudniając ich na pół etatu, gdy ich rzeczywisty czas pracy przekracza ten limit. Tym samym odprowadzają najniższe składki emerytalne. Zatrudnieni w ich firmach będą otrzymywali emerytury niższe od minimum socjalnego.
B.G.: Czy nie dziwi Pana, że "Lewiatan", który nie ma przedstawicieli w górnictwie, uzurpuje sobie prawo do decydowania o przyszłości branży?
D.K.: To kuriozum. Dochody wszystkich górnictw objętych ustawą emerytalną wynoszą blisko 30 proc. budżetu państwa. Ponadto górnictwa odprowadzają w każdym roku do budżetu należności publiczno-prawne. To mój komentarz do niezrozumiałych działań podejmowanych przez Lewiatana.
B.G.: Pracodawcy prywatni obawiają się, że śladem górników pójdą przedstawiciele innych branż...
D.K.: Górnicza "S" zwróciła uwagę, że należy poprawić nasz system emerytalny. W 1998 r. rząd Jerzego Buzka podpisał z NSZZ "S" porozumienie gwarantujące utrzymanie uprawnień emerytalnych dla pracowników zatrudnionych pod ziemią oraz stworzenie ustawy umożliwiającej wcześniejsze odchodzenie na emeryturę innym pracownikom zatrudnionym w warunkach szkodliwych i uciążliwych. Dokument nigdy nie został opracowany, dlatego zgodnie z konstytucją wzięliśmy sprawę w swoje ręce i rozwiązaliśmy problemy emerytalne górników, a przy okazji wydłużyliśmy czas obowiązywania starych zasad emerytalnych dla wszystkich zatrudnionych w warunkach szkodliwych. Na całym świecie ci pracownicy są objęci specjalnymi systemami emerytalnymi. Zrozumiałe jest, że i w Polsce należałoby jasno określić, jak długo oni mają pracować.
B.G.: Czy nie irytuje Pana fakt, że często uprawnienia pracownicze utożsamiane są z przywilejami?
D.K.: W przypadku górników nie można mówić o przywilejach. Barbórka i 14. pensja to nie dodatkowe wynagrodzenia pochodzące z budżetu, lecz miesięcznie nie wypłacana pensja. Jeżeli np. przeciętna płaca w górnictwie wynosi 3900 zł brutto, to barbórka i 14. mieści się w tej kwocie. Płaca w sektorze pozornie robi wrażenie, lecz jej wysokość kształtują ogromne pensje kierownictwa, odprawy emerytalne i nagrody jubileuszowe. Wyłączając te elementy, przeciętna płaca górnika wynosi niespełna 3000 zł brutto. Emerytury również nie są przywilejami. Odejścia policjanta na emeryturę po 15 latach pracy nie uważamy za przywilej, bo sprawność policji zwiększa bezpieczeństwo. Po 25 latach pracy sprawność fizyczna górników obniża się o ok. 40 proc., a ich odejścia na emeryturę obniżają wypadkowość.
|