Tygodnik Solidarność Tygodnik Solidarność
ul. Jasna 7, 00-019 Warszawa

 
Wydrukuj artykuł
Wydrukuj
ZWIĄZEK

Złamane prawo w "Delii" Zamość
Prezydium komisji zakładowej na bruku Marcin Dąbrowski
Przed zakładami odzieżowymi "Delia" w Zamościu 5 grudnia związkowcy NSZZ Solidarność protestowali przeciw bezprawnemu wyrzuceniu z pracy całego pięcioosobowego Prezydium Komisji Zakładowej i innym rażącym przejawom łamania praw pracowniczych w tej firmie.

Początki konfliktu w zakładzie sięgają dwa lata wstecz, gdy zadłużoną spółkę akcyjną "Delia" przejęła od Mostostalu-Eksport firma "Synergia", zajmująca się windykacją długów.

Utopić spółkę z długami
"Delię" podzielono wówczas sprytnie na Spółkę Akcyjną (SA), przy której pozostawiono majątek trwały oraz pracowników, i na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością (z o.o.), która przejęła maszyny i urządzenia, a przede wszystkim intratne zlecenia od kontrahentów ("Delia" cały czas wykonuje zlecenia dla odbiorców na Zachodzie). Gospodarkę prowadzono tak, że w spółce SA topiono wszystkie długi, które sięgnęły obecnie 14 mln zł. Zamysł najprawdopodobniej był taki, aby utopić spółkę akcyjną razem z długami, załogą i związkami zawodowymi po to, by na jej gruzach spółka z o.o. rozwinęła działalność bez związków zawodowych i z pracownikami zatrudnionymi na nowych warunkach. Scenariusz ten powoli staje się realny, bo w Sądzie Gospodarczym w Zamościu zgłoszony jest już wniosek o upadłość. Na wniosek Urzędu Skarbowego zamojska prokuratura bada budzącą wiele niejasności działalność finansową spółek.
Od 2003 r. 650-osobowej załodze "Dalii" nie są udzielane urlopy wypoczynkowe. Notorycznie przekraczany jest kodeksowy czas pracy. Z opóźnieniem realizowane są wypłaty wynagrodzeń. Teraz część załogi otrzymała po 300 zł zaliczki z tytułu październikowej pensji, choć produkcja w zakładzie idzie pełną parą. Wielokrotne próby interwencji ze strony związków zawodowych były ignorowane przez zarząd spółki.

Wniosek do prokuratury
W październiku działające w spółce związki zorganizowały spotkanie załogi, podczas którego poinformowano o złej sytuacji firmy. Zarządowi przedłożono petycję z kilkuset podpisami domagającą się uregulowania praw pracowniczych. W odpowiedzi, 4 listopada, prezes spółki SA wydał zarządzenie o zakazie organizowania zebrań bez jego pisemnej zgody i zagroził związkowcom wyrzuceniem z pracy.
14 listopada, działające w "Delii" związki (Solidarność i OPZZ) wystosowały do prokuratury w Zamościu zawiadomienie o uporczywym i złośliwym naruszaniu praw pracowniczych: nieterminowym wypłacaniu wynagrodzeń, nierespektowaniu 48-godzinnego czasu pracy, nieudzielaniu od 2 lat urlopów wypoczynkowych, zastraszaniu pracowników oraz próbach rozwiązania stosunku pracy ze względu na przynależność związkową. Odpowiedzią zarządu firmy było wręczenie 28 listopada wypowiedzeń z pracy pięciu członkom Prezydium KZ NSZZ Solidarność i dwóm członków kierownictwa OPZZ. Jako przyczyny zwolnienia pracodawca podał m.in.: "wyrażanie niepochlebnych opinii o pracodawcy, w związku z zaistniałą sytuacją finansową zakładu, niezależną od pracodawcy" oraz "agitację polityczną wśród załogi". Związkowcy odwołali się do sądu pracy, wskazując na oczywiste złamanie przepisów ustawy o związkach zawodowych, uznając jednocześnie
przyczyny wypowiedzenia za nieuzasadnione i będące przejawem dyskryminowania za przynależność związkową.
Zwolniony z pracy przewodniczący zakładowej "S" Andrzej Magdziak przepracował w "Delii" 32 lata.
- Przeżyliśmy trzy restrukturyzacje. Przez tyle lat robiliśmy wszystko, żeby ta firma funkcjonowała, a dziś po prostu nie można się dogadać. Myślę, że ci ludzie nie chcą się z nami porozumieć. Chcą robić samowolkę. Jako związek zawodowy nigdy nie wyrazimy na to zgody - mówi.

Arogancja prezesa
5 grudnia, pod budynki "Delii" zjechało z całej Lubelszczyzny paruset związkowców Solidarności. Pikietę zorganizowano po południu, gdy z pracy wychodziła większa grupa pracownic po skończonej zmianie. Gdy przedstawiciele pikietujących próbowali dostać się do siedziby prezesów, drogę zagrodził im kordon ochroniarzy. Początkowo, po przepychankach, wpuszczono tylko dziennikarzy. Z cynicznym uśmiechem i ręką w kieszeni przyjął ich Michał Buksiński, prezes spółki z o.o. Pytania zbywał zdawkowymi, lekceważącymi odpowiedziami. - Nie widzę powodu, żeby z nimi rozmawiać - powiedział o stojących na dworze związkowcach. Buta i arogancja prezesa zdumiała dziennikarzy, którzy wymusili w końcu na prezesach przyjęcie delegacji związkowców.
Przewodniczący zamojskiego Oddziału Solidarności Andrzej Olborski wymienił szereg paragrafów prawnych, złamanych przez władze spółki.
- Okazuje się, że w roku 25-lecia Solidarności, do pozycji i majątków doszli tacy, którzy traktują ludzi jak śmieci. Czekamy bez mała od godziny, by jaśnie pan prezes zechciał nas przyjąć na 2-3 minuty. To przypomina inną epokę - wtórował mu wzburzony przewodniczący Zarządu Regionu Środkowowschodniego Marian Król.