| Tygodnik Solidarność ul. Jasna 7, 00-019 Warszawa |
|
|
|
|
| ZWIĄZEK |
| Dwadzieścia pięć lat temu nawiązywałem kontakty NSZZ Solidarność z włoskimi związkami zawodowymi, równocześnie przygotowując wizytę Solidarności u Jana Pawła II. W rok później przypadkowo znów trafiłem do Rzymu i tam po ogłoszeniu w Polsce stanu wojennego stałem się emigrantem politycznym. Sytuacja na pewien czas uczyniła mnie działaczem. Z tego względu co parę lat bywam zapraszany do Włoch na różne solidarnościowe rocznic | |
| Migotliwe jutro Solidarności w świecie | Bohdan Cywiński |
| Tym razem Instytut Polski w Rzymie zorganizował konferencję, poświęconą trzem tematom: Solidarność - lokalna rewolucja czy rozbicie układu jałtańskiego?, Solidarność - robotniczy ruch antykomunistyczny i Solidarność, a Kościół katolicki i Jan Paweł II. Uczestniczyli w tym historycy, politycy i publicyści, a na sali znalazło się nieco ponad sto zaproszonych osób. Tematyka zapowiedziana w tytułach odnosiła się do wydarzeń sprzed dwudziestu pięciu lat, ale w atmosferze rozmów kuluarowych unosiło się pytanie o aktualną wartość idei solidarnościowych w dzisiejszym stanie polityki światowej. W dzień po konferencji rozmawialiśmy z wybitną specjalistką od tej problematyki i wieloletnią działaczką związkową - Carlą Giacominą Cassini, a kolejnego dnia ten sam temat omawiany był na uniwersytecie weneckim w towarzystwie sekretarza generalnego Societe Europeenne de Culture, pani Michelle Campagnolo Bouvier. |
Te zaskakujące nas Polaków przejawy odnowy międzynarodowego zainteresowania ideą i myślą solidarnościową warte są zastanowienia. Są, jak sądzę, wynikiem niepokoju, wywołanego biegiem wydarzeń politycznych na całym świecie i chaosem myślowym, dającym się zauważyć w samej Europie. Elity intelektualne rozglądają się w poszukiwaniu lekarstw i w tym kontekście raz jeszcze sięgają do przykładu polskiej Solidarności - a nuż z tego fenomenu sprzed ćwierć wieku da się wyciągnąć jakieś wnioski przydatne na dziś... Niełatwo jest odpowiedzieć na takie "zamówienie społeczne". Idee solidarnościowe, nigdzie - o ile wiem - całościowo nie zebrane, rodziły się z określonego obrazu świata, skłaniały do starania się o określony cel, głosiły wiarę w skuteczność pewnych metod działania i określały podstawowe warunki, bez zaistnienia których powstanie ruchu solidarnościowego nie byłoby możliwe. Obraz świata społecznego, ujmowany najprościej, wyglądał tak: sytuacja, w jakiej żyjemy, jest zła; wszyscy jesteśmy pokrzywdzeni - i każdy z osobna jest wobec tego faktu bezradny. Razem możemy być siłą, ale ta siła zrealizuje się tylko na tyle, na ile każdy z nas będzie gotów do większej lub mniejszej ofiary dla innych. Ci, którzy nie chcą takiej ofiary ponieść, po staremu pozostaną słabi i sami, choć o tym przekonają się dopiero na końcu. Cel działania ma swój wymiar polityczny, ale politykę w gruncie rzeczy przekracza, bo jest nim choćby ograniczona w swym zasięgu, ale nowa, cywilizacja oparta na godności ludzkiej, sprawiedliwości i wzajemnej życzliwej samopomocy. Wiara w szansę takiej realizacji nie oznacza przekonania, że ludzi da się w aniołów zamienić, ale raczej, że korzystna atmosfera życia zbiorowego może zmniejszyć społeczne przyzwolenie dla zła i lepiej ukierunkować ludzkie ambicje. Metody działania, zastosowane w Polsce w 1980 roku, a potem zbyt łatwo zapomniane, stanowiły polityczne novum: nie sięgamy po władzę, koncentrujemy się na tych działaniach, do których udział we władzy nie jest potrzebny, zachowujemy obowiązujące prawo, ale tego samego wymagamy od tych, którzy władzę sprawują i nieustannie staramy się patrzeć im na ręce. Szanujemy siebie nawzajem, manifestując przy tym zasady nowego współżycia zbiorowego i budząc ludzką ambicję bycia wolnym. Moralizm tej wizji działania ewidentnie wskazuje na jej bliskość do idei chrześcijańskich, a wyczulenie na kwestie społeczne budzi pewne skojarzenia z socjalizmem przedmarksowskim. Obie te filiacje wydawać się mogą niepokojące: czy nie mamy tu do czynienia z sympatyczną, ale praktycznie bezpłodną utopią polityczną. Tu jednak polski rok 1980 staje okoniem: z doświadczenia wiemy dobrze, że mimo całego łajdactwa stanu wojennego, bezpłodny to on na pewno nie był. Czy da się jednak to doświadczenie uogólnić i powiedzieć coś o warunkach koniecznych dla powstania gdziekolwiek indziej ruchu typu solidarnościowego? Jeśli przyjąć tę tezę, to nasze solidarnościowe doświadczenia mogą być dziś bardzo ważne dla niektórych regionów Trzeciego Świata z chrześcijańską i szukającą sprawiedliwości społecznej Ameryką Łacińską na czele. To zresztą jest już w jakimś stopniu stwierdzone - idee polskiej Solidarności były tam entuzjastycznie przyjmowane już w latach osiemdziesiątych. Kwestią bardzo istotną, a ciągle otwartą, jest natomiast szansa ich popularyzacji w kręgach kultury muzułmańskiej, gdzie mogłyby odegrać rolę pokojowej alternatywy wobec propagandy terroru. Takich prób - o ile wiem - nikt jeszcze nie podjął, choć niektóre sytuacje lokalne wydają się wręcz do nich zapraszać. Północny Kaukaz, walczący z rosyjskim imperializmem, Kurdowie, chcący być sobą w Iraku, Syrii i Turcji, czy nawet Autonomia Palestyńska, szukająca sposobu niezależnego istnienia poliycznego, mogliby tu znaleźć drogę do osiągnięcia wielu swych postulatów. |