Warto przypomnieć, że praca jest nie tylko prawem, ale i obowiązkiem każdego chrześcijanina, a obowiązek ten wynika z prostego faktu - ludzie żyją wspólnie i nikt nie jest sam dla siebie wystarczalny. Źle robi więc ten, kto się od pracy uchyla. Ale niedobrze również ten, kto uniemożliwia człowiekowi podejmowanie pracy, kto skazuje go na bierność. Człowiek przecież nie ma szansy na realizowanie dobra, kiedy nie ma w ogóle możliwości działania. Aby być dobrym - powinien mieć możliwość dobrego działania, żeby tworzyć wspólnotę - możliwość działania na rzecz wspólnoty, żeby być dobrym ojcem lub matką - możliwość troszczenia się o dzieci. Jeśli praca jest tak ważna dla doskonalenia się człowieka, to odebranie mu tej możliwości jest czymś więcej niż tylko odebraniem mu możliwości zarobku.
Z każdą pracą wiąże się trud - w pocie więc oblicza swego będziesz musiał zdobywać pożywienie - mówi Księga Rodzaju. Jednak brak pracy przynosi znacznie większy ciężar. Człowiek pozbawiony pracy traci po pierwsze źródło dochodów, po drugie możliwość pracy, czyli obiektywnie pożytecznego działania, które wyznacza jego rolę we wspólnocie społecznej i umacnia poczucie sensu i wartości pracy. A wreszcie po trzecie - załamuje się w nim poczucie własnej godności (przestaje być podmiotem pracy), gdyż inni, a także on sam, zaczynają postrzegać go jako człowieka niepotrzebnego, odrzuconego, nie w pełni wartościowego.
Bilans strat
Wśród ludzi pozostających bez pracy jedni chcą pracować i gotowi są podjąć różne działania, aby pracę zdobyć (dokształcanie, zmiana kwalifikacji itp.), inni zaś pracować nie chcą i chętnie korzystaliby wyłącznie z zasiłków (odrębny jest problem ludzi, którzy z różnych względów - w związku z chorobą czy wyjątkową sytuacją życiową - pracować nie są w stanie).
Ale i w pierwszym, i w drugim przypadku brak pracy jest społecznym złem, prowadzi do bierności i marginalizacji, przynosi duże straty społeczne, choć ekonomiście trudno je wyliczyć.
Bezrobotni, którzy chcą pracować, stają się bierni i nieprzydatni społecznie na skutek frustracji, braku pozytywnych bodźców do działania czy zwykłej bezczynności, bezrobotni zaś, którzy pracować nie chcą, nie mają praktycznie żadnej szansy, aby uniknąć degeneracji. W obydwu przypadkach społeczeństwo - nie mówiąc o samych bezrobotnych - ponosi duże straty. Nie chodzi tylko o koszty finansowe. Wzrost bezrobocia oznacza również pogorszenie nastrojów społecznych, wzrost zniechęcania, lęków i obaw o utratę pracy, spadek aktywności młodych ludzi pozostających bez perspektyw pracy, rozbicie życia rodzinnego, wyniszczającą społeczeństwo emigrację zarobkową, wzrost napięć i groźbę wybuchu protestów społecznych i wreszcie - wzrost przestępczości. Socjologowie mogą się spierać czy bezpośredni związek tych negatywnych zjawisk z bezrobociem da się naukowo udowodnić, jednak dla zdrowo myślącego człowieka oczywiste jest, że bezrobotny jest ciężarem - dla siebie samego, dla najbliższej rodziny i dla społeczeństwa.
Z moralnego punktu widzenia bezrobocie jest zawsze złem, choć niekiedy złem dopuszczonym - trudno bowiem w praktyce życia społecznego wyeliminować je całkowicie. Całkowita eliminacja bezrobocia mogłaby bowiem przynieść więcej szkód niż pożytków. Czy można np. zmuszać pracodawców, aby zatrudnili wszystkich, którzy chcą pracować? A w jaki sposób (i z jakim skutkiem) można by wymusić chęć pracy na tych, którzy pracować nie chcą? Mimo to jednak bezrobocie nigdy nie staje się dobrem.
Obowiązki państwa
Konieczne jest podejmowanie środków zaradczych. Kto ma te działania podejmować? Zawsze ci, których bezrobocie dotyczy, ale również - i tu katolicka nauka społeczna wchodzi w spór z liberalizmem - interwencję powinno podejmować państwo, nazywane w encyklice Laborem exercens pracodawcą pośrednim. Państwo ponosi odpowiedzialność za kierunek polityki pracy i powinno przeciwdziałać bezrobociu - jak pisze Jan Paweł II - przez politykę gospodarczą, mającą na celu zapewnienie równowagi wzrostu i stworzenie warunków pełnego zatrudnienia, oraz przez ubezpieczenie społeczne bezrobotnych i politykę przekwalifikowania zawodowego, która ułatwia przepływ pracowników z sektorów przechodzących kryzys do innych, rozwijających się pomyślnie (CA, 15).
Papież w Laborem exercens wyraźnie stwierdza, że działania państwa nie mogą oznaczać centralizacji, lecz powinny zapewnić trafną i celową koordynację, w ramach której być winna zagwarantowana inicjatywa poszczególnych osób, samodzielnych grup, ośrodków i lokalnych warsztatów pracy (LE, 18).
Sprawa bezrobocia staje się jaśniejsza, kiedy spytamy: co powinno być głównym kryterium życia społecznego (narodowego, państwowego)? Czy gra interesów polityczno-ekonomicznych zmierzająca do osiągnięcia władzy lub maksymalizacji zysku czy też właściwie rozumiane dobro wspólne, to znaczy dobro osoby? |