Tygodnik Solidarność Tygodnik Solidarność
ul. Jasna 7, 00-019 Warszawa

 
Wydrukuj artykuł
Wydrukuj
KRAJ

Rząd nie powinien budować poparcia dla budżetu na ustępstwach wobec roszczeń poszczególnych partii politycznych
Sejm jak piorunochron aut

EWA ZARZYCKA: Zna Pan Sejm od podszewki. Czy mimo to coś Pana zaskoczyło, gdy został Pan jego marszałkiem?
MAREK JUREK: Ogólna życzliwość posłów z różnych klubów. To było przyjemne zaskoczenie.

E.Z.: Czy posłowie tak samo będą życzliwi dla budżetu? Prowadzi Pan na pewno rozmowy z klubami poselskimi na ten temat.
M.J.: W moim przekonaniu wynik głosowania nad ustawą budżetową powinien być co najmniej tak dobry, jak przy powoływaniu rządu. Bo - z jednej strony - będzie to budżet bardzo odpowiedzialny, z wyraźnie zakreślonym deficytem, co wszystkich tych, którzy obawiali się polityki społecznej zbyt rozciąganej we wszystkie strony przez roszczenia grup społecznych czy zawodowych, powinno uspokoić. Z drugiej zaś będzie to budżet wyraźnego zwrotu w polityce społecznej, przewidujący takie rozwiązania, jak zwiększenie dodatków poporodowych czy wydłużenie urlopów macierzyńskich. Ale zawsze jest taka możliwość, że propozycje rządowe będzie się oceniać poprzez stosunek do samego rządu. I dlatego trudno z góry mówić, jaki będzie wynik głosowania. Zobaczymy, czy ze strony np. Samoobrony nie nastąpi zwrot, dlatego że coraz częściej słyszymy, że swój stosunek do rządu chce określić przez pryzmat swoich aspiracji udziału w rządzie.

E.Z.: To nie jest element szantażu przed głosowaniem budżetowym?
M.J.: To jest postulat zgłaszany przez Samoobronę. Moim zdaniem rząd nie powinien budować poparcia dla budżetu na ustępstwach wobec roszczeń poszczególnych partii politycznych. Odwrotnie - to właśnie poparcie udzielone rządowi powinno potem wpływać na jego stosunek do poszczególnych ugrupowań.

E.Z.: Liga Polskich Rodzin już zrobiła zwrot. Czy to nie zachwiało Pana optymizmem?
M.J.: Liga zatrzymała nam jedną ustawę - o obciążeniu samorządów wojewódzkich zadaniami, do których nie są przygotowane, ale może to jeszcze naprawić, poza tym przy innych ustawach popierała rząd. PiS i LPR współpracują przy takich sprawach, jak zmiana organizacji Krajowej Rady RTV czy zwiększenie zasiłków poporodowych.

E.Z.: A Platforma jak zagłosuje?
M.J.: Powinna docenić dyscyplinę i odpowiedzialność tego budżetu. Ale to do niej, oczywiście, należy decyzja. Ostatnio słychać było poważne głosy ze środowiska Platformy Obywatelskiej, że powinna się zastanowić, czy być w opozycji z ugrupowaniami, do których jej daleko programowo. Wierzę, że w PO dyskusja na temat stosunku do rządu i współpracy z Prawem i Sprawiedliwością nie jest zamknięta.

E.Z.: Ustawa budżetowa jest zdecydowanie najważniejsza, ale w kolejce czeka jeszcze kilkadziesiąt innych. Czy jest wśród nich taka, na której Panu szczególnie zależy?
M.J.: Szczególną wartość ma uruchomienie nowej polityki prorodzinnej. Zwiększenie pomocy dla rodzin, w których urodzą się dzieci, oraz dłuższe urlopy macierzyńskie.

E.Z.: Proszę zapomnieć, że jest Pan liderem partii, która wygrała wybory, marszałkiem Sejmu. Na jaką ustawę czeka z niecierpliwością obywatel Marek Jurek?
M.J.: Właśnie na nie, bo zmieniają filozofię polityki. Przez kilkanaście lat mieliśmy do czynienia z brakiem polityki prorodzinnej, z ignorowaniem narastającego dramatu, którego demografia była tylko wskaźnikiem. Program, który przedstawił Kazimierz Marcinkiewicz, bierze pod uwagę tę rzeczywistość (i to we wszystkich planach - międzynarodowym, kulturalnym, społecznym ekonomicznym) i rząd daje tego wyraz, proponując zmiany. To są rzeczy bardzo ważne, które, rzecz jasna, nie powinny się skończyć na działaniach podjętych w tym roku, muszą mieć swój ciąg dalszy. Ale bardzo ważny jest pierwszy krok. Zwrot, zmiana.
Oczywiście, bardzo ważne są też działania przeciw nadużyciom władzy, a więc m.in. wprowadzenie Centralnego Urzędu Antykorupcyjnego.

E.Z.: Zmianę mamy też w komisjach sejmowych. Powstała nowa - Komisja Pracy. PiS odniosło się do tej propozycji sceptycznie, ale ją poparło.
M.J.: Komisja Pracy ma rację istnienia, bo prawo pracy jest jednym z najczęściej naruszanych praw w Polsce. Zagadnienia wiążące się z jego przestrzeganiem, relacjami między związkami zawodowymi a pracodawcami, zasługują na osobną komisję sejmową. Wydzielenie Komisji Pracy powinno sprzyjać, z jednej strony, nadzorowaniu tej problematyki przez parlament, z drugiej, służyć kontaktom z partnerami społecznymi.

E.Z.: To pomysł SLD.
M.J.: .Ale to nie będzie komisja SLD, tylko całego parlamentu - z pluralistycznym prezydium i z przekrojową reprezentacją wszystkich ugrupowań.

E.Z.: Komisja będzie współpracowała ze związkami zawodowymi a więc i z Solidarnością, która jednoznacznie poparła kandydaturę PiS na prezydenta.
M.J.: PiS miało zawsze bardzo bliskie stosunki z Solidarnością. To się nie zaczęło w kampanii wyborczej. Przy zmianach kodeksu pracy głosowaliśmy w sposób zbieżny ze stanowiskiem związku, nasza ocena wielu problemów jest podobna. Uważamy, że polskie prawo musi gwarantować prawa pracownicze, konieczna jest równowaga między siłą pracodawców a prawami pracowników gwarantowana przez związki zawodowe. Nie chodzi o to, by przesadnie rozszerzać ich rolę czy kompetencje. Chodzi o to, by mogły wypełniać swoje zadania, to, do czego są powołane.
Solidarność, jak każde zorganizowane środowisko pracownicze, jest też społecznym gwarantem interesów przedsiębiorstwa. Bardzo często mówi się, że pracownicy przez swoje roszczenia utrudniają rozwój przedsiębiorstw, ale często jest dokładnie odwrotnie. Bardzo wiele niefortunnych prywatyzacji, sprzedaży przedsiębiorstw niewiarygodnym inwestorom - czasami przy tym słowie trzeba postawić cudzysłów - doprowadziło do tego, że wiele zakładów pracy upadło. I tutaj informacja od środowisk pracowniczych jest bardzo ważna.

E.Z.: Jak Pan, jako były szef Krajowej Rady, ocenia projekt PiS ustawy o Radiofonii i Telewizji? Szefowa SDP, pani Krystyna Mokrosińska w wywiadzie dla "TS" krytykuje go za to, że kandydaci do Rady nie są konsultowani ze środowiskiem.
M.J.: Ten projekt to bardzo ważny zwrot i wyciągnięcie wniosków z dotychczasowej historii Krajowej Rady. To, co jest w nim najbardziej krytykowane, mały skład członkowski Rady, jest szansą na to, że kandydatury do niej będą ponadpartyjne. Jeżeli Sejm będzie musiał wybrać jednego członka Rady to będzie musiał być to człowiek, który ma autorytet wykraczający poza jedno tylko ugrupowanie. Oczywiście zawsze jest możliwość jakiegoś kompromisu partyjnego, ale ten mechanizm nie popycha w partyjną stronę. Raczej zmusza do wyjścia poza partyjny punkt widzenia.

E.Z.: Lecz najpierw musi powstać lista, z której sejm będzie kandydatów wybierał.
M.J.: W poprzedniej kadencji zgłaszałem projekt ustawy, który zakładał konsultację kandydatur ze środowiskiem ludzi mediów, czyli w pewnym sensie byłem pomysłodawcą tego, o czym w tej chwili mówi pani prezes Mokrosińska. Warto do tego wrócić. To jest jedna z rzeczy, które w pracach nad ustawą w komisji sejmowej mogą być wprowadzone.

E.Z.: Kiedy będzie Rzecznik Praw Obywatelskich?
M.J.: Jak tylko dr Kochanowski uzyska certyfikat dostępu do informacji niejawnych. Dokumenty kandydata zostały przesłane i jak tylko zakończy się ta procedura, będziemy głosować. Jest tylko jedna kandydatura, więc moim zdaniem rzecznik zostanie wybrany. Nie widzę żadnych powodów, by Janusz Kochanowski nim nie został.

E.Z.: A sprzeciw Ligi Polskich Rodzin?
M.J.: Chyba wynikł z nieporozumienia. Mianowicie wypowiedzi doktora Kochanowskiego o tym, że rząd nie powinien kwestionować manifestacji na rzecz wolności zgromadzeń, zostały potraktowane jako aprobata dla demonstracji homoseksualnych. A prawo do ich zakazu Kochanowski wyraźnie poparł.

E.Z.: Był Pan niedawno na Słowacji na spotkaniu szefów parlamentów Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Węgry, Czechy, Słowacja) oraz Austrii i Słowenii. Rozmawialiście między innymi o budżecie UE i propozycji brytyjskiej, niekorzystnej dla nowych państw UE. Czy istnieje w tej sprawie koalicja poszkodowanych?
M.J.: Taka koalicja jest trudna, bo istnieje zawsze niebezpieczeństwo, że poszczególne kraje będą uważały, że więcej skorzystają na uchyleniu się od solidarności niż na samej solidarności. Polsce nie pozostaje nic innego jak tłumaczyć innym państwom środkowoeuropejskim, że tak naprawdę razem możemy uzyskać więcej. Że nasze społeczeństwa mają prawo do takiego wyrównywania poziomu życia, do takiej poprawy warunków ekonomicznych, z jakich skorzystały państwa południa Europy czy Irlandia.
Na spotkaniu uchwaliliśmy deklarację, domagającą się zrealizowania zasady solidarności w budżecie Unii Europejskiej i poparły to wszystkie państwa łącznie z Austrią.

E.Z.: Czy parlament może pomóc rządowi w tej sprawie?
M.J.: Może bardzo wzmocnić stanowisko rządu. Partnerzy zagraniczni zupełnie inaczej przyjmują stanowisko rządu, bo zakładają, że z chwilą zmiany gabinetu ono może się zmienić, a zupełnie inaczej wtedy, kiedy widzą po stronie kraju determinację, rząd i opozycję mówiące jednym głosem.

E.Z.: Sejm poprzedniej kadencji miał bardzo złą opinię. Co Pan, jako marszałek Sejmu może zrobić, żeby ten parlament tak nie skończył?
M.J.: Jedno jest pewne - posłowie muszą ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Immunitet nie powinien być nadużywany. Ewentualna procedura jego uchylenia, gdyby zaszła taka potrzeba, powinna toczyć się szybko. Sprawy dotyczące godności zachowania powinny również szybko trafiać przed komisję etyki poselskiej. Należy pokazać, że wymagamy od siebie dużo i te wymagania traktujemy serio. Ale też należy pamiętać, że parlament jest ciałem pluralistycznym, każdy z nas głosował tylko na jedną partię, na jednego kandydata, więc siłą rzeczy może mieć stosunek krytyczny do wszystkich innych, czyli do większości. Sejm w pewnym sensie jest piorunochronem niezadowolenia społecznego.

E.Z.: Jak Pan w tym kontekście ocenia udział senatora PiS, Krzysztofa Cugowskiego w reklamie?
M.J.: Nie znam tej sprawy.

E.Z.: Senator reklamował na billboardach i w telewizji pierwszy tom kolekcji "Leksykon Budki Suflera", który jest dołączany do gazety "Nowy Dzień". Reklamował więc i ten tytuł.
M.J.: Krzysztof Cugowski jest muzykiem, i wszyscy o tym wiemy. Myślę, że w stosunkowo krótkim czasie uświadomi sobie, że musi brać pod uwagę również tę nową rolę społeczną, jaką przyjął: że dziś nie jest już przede wszystkim muzykiem. Ale nie chciałbym, żeby płyty "Budki Suflera" wycofano ze sprzedaży dlatego, że Krzysztof Cugowski został senatorem.