- Proszę nam powiedzieć, czym zajmował się pan, będąc oficerem Węgierskiej Armii Ludowej?
- W czercu 1963 r. zacząłem służbę w Węgierskim Strategicznym Wywiadzie Wojskowym - HSMIS. W Departamencie Informacji byłem najmłodszym oficerem. W 1964 r. zacząłem służbę w Departamencie Brytyjskim. Praca polegała na analizowaniu materiałów nadsyłanych przez rezydenturę z Anglii.
Studia skończyłem na Uniwersytecie Sztabu Armii w roku 1973 i wróciłem do pracy w wywiadzie. Tym razem pracowałem w Departamencie Amerykańskim, gdzie analizowałem materiały nadchodzące z USA. Poznałem wtedy bardzo dobrze rozmieszczenie wojsk amerykańskich w Europie, a później także lokacje wszystkich międzykontynentalnych pocisków balistycznych (rakiety Titan i Minutement). Skoro ja o tym wiedziałem, to oczywiste jest, że wiedział o tym także Związek Radziecki.
Na wiosnę 1975 r. dostałem pierwsze materiały od Clyde'a Lee Conrada*. Wtedy oczywiście nie znałem jego nazwiska. To był mikrofilm dotyczący VII Armii USA w Europie. Materiał nosił tytuł "Bieżące procedury operacyjne VII Armii USA". W skali od 1 do 5 oceniłem go na 4 i poprosiłem o dodatkowe materiały na temat wojsk amerykańskich w Europie.
Pod koniec 1978 r. czułem, że powinienem poinformować Ambasadę Amerykańską w Budapeszcie, a przez to przywodców amerykańskich, że z Niemiec napływały w dużych ilościach najtajniejsze sekrety NATO. Chciałem Amerykanów ostrzec, ponieważ takie sekrety w rękach Rosjan to było zagrożenie dla pokoju w Europie i na świecie.
- Dlaczego zdecydował się pan ryzykować własne życie, aby pomóc Zachodowi?
- Miałem w swoich rękach informacje na temat niebezpiecznego szpiega Conrada, który pracował dla wywiadu węgierskiego i dostarczał nam przeogromne ilości supertajnych dokumentów. Te tajne dokumenty prawie natychmiast przekazywane były do GRU. Na poczatku lat 80. sowiecki wywiad wojskowy dysponował wystarczającą ilością informacji o armii amerykańskiej i wojskach NATO w Europie, tak że Armia Czerwona miała możliwość skutecznego ataku na NATO w Europie.
W przypadku wojny NATO miałoby do wyboru albo skapitulować, albo użyć przeciwko ZSRR broni atomowej. Zdecydowałem się zapobiec potencjalnej sowieckiej agresji.
W roku 1984, gdy byłem asystentem militarnym w Londynie, przekazałem rządowi amerykańskiemu informacje o działalności sierżanta US Army USA Clyde'a Lee Conrada i jego siatki szpiegowskiej w US Central Army Group w Niemczech Zachodnich. Jestem pierwszym węgierskim oficerem wywiadu, który po roku 1956 miał odwagę walczyć przeciwko ekspansji Armii Czerwonej w Europie.
- Czy uważa pan, że wiele pomógł pan Zachodowi?
- Materiały od Conrada grupowałem według 9 kategorii i według 40 zakresów tematycznych. W systemie zarejestrowałem 150 teczek. Po aresztowaniu Conrada prasa na Zachodzie pisała, jakie dokładnie materiały zostały przekazane wywiadowi węgierskiemu. Lista ta nie była jednak pełna. Wiem, że pomiędzy 1980 i 1985 w sejfach węgierskich znajdowało się więcej niż 150 teczek z materiałami od siatki Conrada.
Materiały o rozmieszczeniu atomowych min NATO miały przeogromne znaczenie. Skoro Rosjanie wiedzieli, gdzie one się znajdują, to Rosyjska Armia Grupy Środka mogła w zachodnim teatrze wojny skutecznie zaatakować NATO Central Army Group. Jeżeli wojna by się rozpoczęła, to system obrony NATO zostałby zniszczony zanim mógłby zadziałać. Posiadając te informacje, Rosjanie mogliby zniszczyć kluczowe miejsca, grupy żołnierzy i najważniejsze obiekty w krótkim czasie.
Siatka szpiegowska Conrada była rozpracowywana od wiosny 1984 do sierpnia 1988. Te cztery lata wskazują, jaką ogromną pracę musiały wykonać CIA, FBI i niemiecki kontrwywiad.
Zdradziłem blok sowiecki w 1984 nie po to, żeby zaszkodzić mojemu krajowi, ale żeby ustrzec go przed katastrofą. Osiągnąłem to poprzez przeszkodzenie sowieckim planom ataku na NATO i inwazji na Europę Zachodnią. Uważam, że poprzez swoją działaność przyczyniłem się także do obalenia komunizmu na Węgrzech.
- W jaki sposob doszło do pana wpadki i aresztowania?
- Fakt, że węgierski kontrwywiad mnie aresztował, nie oznacza wcale, że była to wina CIA, raczej zbieg okoliczności, przypadków, wydarzeń. Myślę, że zadziałało prawo Murphy'ego (Jeżeli cokolwiek złego może się zdarzyć, to się zdarzy na pewno).
Nie wykluczając innych możliwości, wydaje mi się, że Aldrich Ames mógł przekazać Rosjanom informacje o mnie. To KGB poinformowało węgierski kontrwywiad o mnie w roku 1985. Współpraca komunistów w tym zakresie była doskonała. To doprowadziło do mojego aresztowania.
- Czy za swoją pomoc dla Zachodu dostawał pan pieniądze?
- Nigdy nie myślałem o tym, że robię to dla pieniędzy. W Londynie ustaliłem z agentem CIA, który przedstawił się jako John, że będę z nimi współpracował tak długo, jak Sowieci będą na Węgrzech. Powiedziałem mu wyraźnie, że nie chcę żadnych pieniędzy za moją pomoc. Miałem wystarczająco dużo pieniędzy w banku na Węgrzech oraz w banku w Londynie. Ustaliliśmy też, że nie stanie się krzywda Węgrom pracującym w Londynie. Nawet po moim aresztowaniu nie spotkała ich żadna nieprzyjemność ze strony Zachodu.
- Jak był pan traktowany przez komunistów po aresztowaniu?
- Węgierska komunistyczna policja niemal pozbawiła mnie życia, ale przeżyłem. Tu więzień polityczny nie miał prawa obrony ani przedstawienia swoich dowodów. Nie było niezależnego systemu sądownictwa, lecz dyktatura komunistyczna. Było dla mnie jasne, że nie ma znaczenia, co powiem, ani to, jakie przedstawię motywy mojego działania. Wiedziałem, że po zakończeniu dochodzenia zostanę zabity. Wiedziałem wystarczająco dużo o procesach takich jak mój. Jeden z przesłuchujących powiedział mi od razu wprost: "Będziesz wisiał".
W celi, do której mnie wsadzono, był drugi więzień. Od razu zdałem sobie sprawę, że ten człowiek jest podstawiony, żeby donosić na mnie.
Podczas drugiego dnia przesłuchań przesłuchujący mnie major zaczął dyktować do akt, że przyznaję się do skontaktowania z CIA w celu obalenia komunistycznego systemu politycznego na Węgrzech i wprowadzenia brytyjskiego typu demokracji. Brzmiało to ładnie, ale to nie była prawda, bo ja tak nie powiedziałem. Zapytał mnie, czy taka forma przyznania się do winy jest dobra. Odpowiedziałem, że forma jest wspaniała i podpisałem.
W zasadzie, to komuniści mieli tylko jeden bezpośredni dowód na mnie. To była mała paczuszka od CIA. Dziwiło ich, że przez 5 miesięcy przesłuchań nie próbuję popełnić w celi samobójstwa. To im zupełnie nie pasowało. Wiedziałem, że ich celem była moja śmierć. Wiedziałem, że zostanę zabity, jednak tak długo jak żyłem, miałem nadzieję.
- O co oficjalnie został pan oskarżony w czasie procesu?
- O szpiegowanie przeciwko interesom Związku Radzieckiego.
- To nie o szpiegowanie przeciwko interesom komunistycznych Wegier?
- No właśnie, nie. W oficjalnym akcie oskarżenia było napisane: "przeciwko interesom Związku Radzieckiego".
- Jak przebiegał proces i jakim wyrokiem się zakończył?
- 16 grudnia 1985 r. po pięciu miesiącach i sześciu dniach przesłuchań stanąłem przed wojskowym sądem. Wojskowym sędzią był pułkownik Ede Raboczki. Ponadto było dwóch dodatkowych sędziów, którzy teoretycznie powinni pełnić taką rolę jak jurorzy w USA. Ci jednak głosowali zawsze "winny". Wojskowym prokuratorem był pułkownik policji Elemer Balatoni, znany prosowiecki komunista. Prokurator domagał się dla mnie kary śmierci. Mój adwokat Jozef Lay nie miał żadnego wpływu na przebieg procesu. Proces był tajny i odbywał się przy drzwiach zamkniętych. Wojskowy sąd skazał mnie na dożywocie.
Po 17 grudnia 1985 r., oczekiwałem w więzieniu na drugą rozprawę, bo mój adwokat bez konsultacji ze mną złożył apelację. Trzymano mnie w celi dla skazanych na śmierć.
Drugi proces rozpoczął się 13 stycznia 1986 r. Sędzią był pułkownik Guorgy Korda, którego nazywano Sędzią Śmierć. Ten sam prokurator co poprzednio znów domagał się kary śmierci. Ku rozczarowaniu prokuratora, sędzia Korda ogłosił, że jestem skazany na dożywocie i konfiskatę całego majątku.
- Jak długo siedział pan w więzieniu?
- Pieć lat i dwa miesiące. Zostałem wypuszczony w dniu 7 września 1990 r.
- Czy demokratyczne i niepodległe Węgry są wdzięczne za pana pomoc dla NATO, którego członkiem są obecnie?
- Nie. Węgry nie są wdzięczne za moją pomoc dla NATO. Wprawdzie 7 września 1990 r. otrzymałem ułaskawienie od prezydenta i wypuszczono mnie z więzienia, a decyzją prezydenta Freneca Madla z dnia 7 września 2000 r. przestałem być kryminalistą, to jednak nie zwrócono mi majątku. Nie otrzymuję emerytury, ponieważ nie przywrócono mi mojego oficerskiego stopnia. Nie oczyszczono mnie z zarzutu szpiegostwa. W moim ojczystym kraju demokratyczni liderzy karzą tych szpiegów, którzy pomagali NATO. Oni są w NATO i chętnie przyjmują amerykańską pomoc. To jest paradoks, w sytuacji gdy pomoc amerykańska idzie między innymi na szkolenie młodych oficerów wywiadu.
Moim zdaniem na Węgrzech dokonano tylko tytularnej zmiany politycznego systemu. To znaczy, że od samego początku zmiany systemu towarzysze ze starej kadry utrzymują pozycje poza kulisami sceny politycznej.
- Czy jest pan uważany na Węgrzech za bohatera narodowego?
- Nie. Chociaż część społeczeństwa tak chyba uważa. W ciągu ostatnich sześciu lat wielokrotnie o mojej sprawie pisano. Media węgierskie nie są mi wrogie. Dziennikarze wskazują, jak nielogiczne i nieetyczne jest to, że skazały mnie Węgry komunistyczne, a demokratyczne Węgry nie chcą mnie w pełni zrehabilitować.
Copyright: videofact.com 2004
|