Czy wojna z terroryzmem jest faktem, czy propagandową deformacją istoty
bliskowschodniego konfliktu? Czy obecność naszych wojsk w Iraku jest uzasadniona?
Czy nasze europejskie otoczenie przestało być źródłem zagrożeń? Dla bezpieczeństwa
Polski zagadnienia te mają znaczenie kluczowe.
Wśród przyjaciół
Od początku III RP istnieje w polskich elitach politycznych, intelektualnych
i medialnych niechęć do nazywania po imieniu zagrożeń zewnętrznych.
Były szef MON Janusz Onyszkiewicz, omawiając obecne cele NATO, ocenia:
"Mało aktualny jest postulat odstręczania Rosjan. Nikt bowiem nie uważa,
by dzisiejsza Rosja mogła stanowić realne, poważne zagrożenie dla swych
europejskich sąsiadów". Naprawdę? Nikt tak nie uważa? Znać w tym myśleniu
wypróbowaną siłę spokoju.
Gdyby wierzyć Onyszkiewiczowi, trzeba by przyjąć, że jedynym problemem
dla bezpieczeństwa Polski jest terroryzm. Po co w takim razie kupować
za miliardy dolarów nieprzydatne w zwalczaniu tajnych siatek transportery
i samoloty? I kolejna zagadka - dlaczego islamiści tak Polaków znienawidzili,
zanim jeszcze pojechaliśmy do Iraku? Czy od dziesięcioleci byliśmy,
jak Ameryka, na dobre i złe zaangażowani na Bliskim Wschodzie? A może,
jak Rosja, prześladujemy mniejszości wyznające islam? Nie. Te motywy
nie mają znaczenia. Okazuje się - tak twierdzi większość uczonych od
spraw zagranicznych - że islamiści po prostu nie znoszą zamożnej Północy
- włącznie z Grenlandią i właśnie Polską. Polsce poszczęściło się prawie
tak, jak Grenlandii, i niespełnione Południe nie może nam tego wybaczyć.
Takie oto bajeczki składają się na oficjalne stanowisko kolegów Onyszkiewicza
z SLD, Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej.
Postsowieci i Niemcy
Rosja to wciąż mocarstwo atomowe - mocarstwo, którym rządzą polityczne
i gospodarcze mafie. To państwo, na czele którego stoi kagiebowski aparatczyk.
Rosyjscy żołnierze w Czeczenii mordują strzałem w brzuch kobiety w ciąży,
a mężczyznom wpychają do gardeł granaty z wyjętą zawleczką. Za sąsiadów
mamy kraj, którego władze decydują się dobrze wypaść w telewizji za
cenę zagazowania własnych obywateli. W tym czasie na polskich salonach
politycznych słychać pogwarki o tym, że "NATO nie ma już w Europie zadań
militarnych".
Po 11 września 2001 zawaliła się budowana od lat koncepcja zewnętrznego
bezpieczeństwa Polski. Tymczasem czołowi politycy oraz pracownicy postkomunistycznych
instytutów badawczych zamiast intensywnie pracować nad nową, karmią
się wizją "wojny cywilizacji" (ten niebezpieczny slogan powtórzył niedawno
w telewizji minister Cimoszewicz). Powiedzmy wprost: polską racją stanu
jest nie "wojna z terroryzmem", ale zabezpieczenie się przed Rosją i
Niemcami. Tylko ze świadomością tego i z takim nadrzędnym celem Polska
powinna tworzyć oraz realizować sojusze. Ale z kim?
Trudno uwierzyć, że dziś zachodnia Europa jest mniej zniewieściała niż
w czasach Monachium. Haniebnym szantażem europejscy liderzy zmusili
wówczas naszych południowych sąsiadów - swoich ówczesnych sojuszników
- do przyjęcia "pokojowych propozycji pana Hitlera". Nie ma żadnej pewności,
że to samo nie spotka z ich strony Polski w razie odmowy przyjęcia pokojowych
propozycji pana Putina. A takich propozycji nie można wykluczyć, gdy
tylko Rosja okrzepnie po rekonstrukcji ZSRR. Wydaje się niemal pewne,
iż żaden kraj zachodniej Europy w razie potrzeby nie kiwnie palcem w
naszej obronie, choćby pod Białymstokiem stały wszystkie fabryki Philipsa
i Boscha (które zresztą już są w Azji).
Mniejsze, lecz także poważne obawy wiążą się z rozwojem sytuacji w Niemczech.
Wyraźnie dochodzą tam do głosu tłumione od dziesięcioleci nastroje antyamerykańskie
i pogląd, iż "dość pokuty za II wojnę światową". Głośno mówi się o krzywdach
Niemców i odszkodowaniach za majątek utracony na rzecz Polski (ale już
nie Rosji, z którą Niemcy zacieśniają współpracę). W III RP do niedawna
obowiązywał dogmat, że NATO jest gwarantem absorbcji ewentualnych mocarstwowych
tendencji w zjednoczonych Niemczech - dlaczego o tej kwestii nie dyskutuje
się teraz, gdy NATO traci na znaczeniu?
Wojna cywilizacji
Pacyfizm krajów Unii Europejskiej jest znakiem duchowego wyczerpania
socjalistycznego molocha. Francuzi i Niemcy nie lubią Ameryki z wielu
powodów, z których ich własne wygodnictwo i wygórowane poczucie wartości
wybijają się na czoło. Europejski antyamerykanizm jest na ogół przejawem
nie politycznej mądrości, lecz histerii eunuchów. Dlatego zastrzeżenia
formułowane pod adresem George'a Busha z tej strony nie mogą być dla
polskich polityków przesłanką do działania.
W Europie doszło do kuriozalnego i dość przypadkowego przełamania politycznie
poprawnej zmowy milczenia. Pod osłoną pacyfistycznej paplaniny na forum
publiczne wydostała się teza, o głoszeniu której nie ma mowy ani w USA,
ani w Polsce. Wyartykułowano wreszcie oczywisty fakt, że prawdziwym
powodem "wojny z terroryzmem" jest zaangażowanie Ameryki na Bliskim
Wschodzie. Ponad 60 proc. obywateli UE wyraziło w sondażu opinię, że
"głównym zagrożeniem dla pokoju światowego jest Izrael". W tym sformułowaniu
jest to, oczywiście, pogląd absurdalny, choć wcale nie głupszy od tezy
lansowanej i w USA, i w Polsce o rzekomo nieuchronnej wojnie cywilizacji,
motywowanej zawiścią Arabów wobec całego Zachodu (znamienne jest to,
że wyniki sondażu, który w Europie odbił się głośnym echem, w Polsce
zostały niemal całkowicie przemilczane, a pojedyncze doń komentarze
były pełne służalczych pomstowań na antysemityzm).
Trudno wymagać od Żydów w Izraelu, żeby popełnili samobójstwo dla świętego
spokoju europejskich lewaków. Faktem jest jednak, że "wojna z terroryzmem"
i "wojna cywilizacji" to hasła samosprawdzającej się przepowiedni. Fanatyczne
grupy islamskie przejawiają dużą skłonność do rozszerzania zakresu swojego
działania. Potwierdzają to ostatnie groźby wobec Japonii. Im więcej
państw decyduje się poprzeć USA, tym głośniejsze gderanie bin Ladena
i tym bliższy prawdzie slogan o wojnie cywilizacji - hasło całkowicie
fałszywe jako diagnoza genezy stanu obecnego.
Złożoność sytuacji pogłębia to, że akcje USA w Afganistanie i Iraku
mają wartość samoistną, niezależną od motywacji. W ich konsekwencji
udało się na razie wyeliminować reżimy zbrodnicze i szkodliwe w skali
międzynarodowej. Ułatwiło to władzom wielu krajów podjęcie decyzji o
wojskowym wsparciu dla USA. Niepokojący rozwój sytuacji w tym regionie
nakazuje także rządom niechętnym prezydentowi USA rewizję dotychczasowej
polityki. "Wojna z terroryzmem" powoli wciąga w swój wir cały świat.
Co robić
Polska jest w dramatycznej sytuacji. Z jednej strony wpychana przez
lewicę w objęcia niezdarnej i duchowo obumierającej UE, z drugiej ma
do wyboru USA, które prowadzą globalną politykę, nie zawsze dla Polski
korzystną. Tymczasem wybór jest nieunikniony: albo z Ameryką, albo z
Europą. Europa nawet udawać nie będzie przed Rosją czy Niemcami, że
chce nas bronić. Ameryka zaś to kraj duchowo dość jeszcze młody, lojalny
wobec lojalnych partnerów, mogący w razie potrzeby wywrzeć choćby polityczną
presję na naszych przeciwników. Ścisły sojusz z nią może jednak ściągnąć
na Polskę problemy z islamistami oraz wzmożenie roszczeń majątkowych
ze strony organizacji żydowskich, zachęconych w takim przypadku większym
uzależnieniem Polski od rządu USA.
W obecnej sytuacji międzynarodowej można dla polskiej polityki bezpieczeństwa
zewnętrznego sformułować następujące zalecenia. Po pierwsze, nie oszukujmy
się, że większe zagrożenie dla Polski stanowi Bliski Wschód niż Rosja,
Niemcy czy Białoruś. Po drugie, Stany Zjednoczone nie są gorszym partnerem
dla polskiej polityki zagranicznej niż UE. Należy jednak unikać serwilizmu
wobec USA i twardo stawiać żądania politycznych i ekonomicznych rekompensat
za narażanie Polaków w obronie polityki USA. Po trzecie, unikajmy bojaźliwej
i uniżonej pozy wobec Kremla - takiej, jaką zademonstrowali działacze
SLD podczas ostatniej wizyty prezydenta Putina. Po czwarte, traktujmy
podejrzliwie spiżowy dogmat, że dobre stosunki z Niemcami są dane obydwu
narodom raz na zawsze. Po piąte, nie stwarzajmy wrażenia, że Polskę
chronią wyłącznie międzynarodowe układy. Potencjalni agresorzy muszą
liczyć się z militarną reakcją samych Polaków - milion Czeczenów od
lat stawia Rosji opór bez czołgów i samolotów. Po szóste, unikajmy antagonizowania
świata islamu. Polska jest ekonomicznie, militarnie i organizacyjnie
słaba. Warszawa jest miejscem, gdzie łatwo byłoby islamistom dokonać
spektakularnej akcji.
A nade wszystko nie zapominajmy, że wśród szczerych przyjaciół psy zająca
zjadły.
|